2026/09/09



Wrześniowy dramat na Osikówce w Puszczy Niepołomickiej w świetle dotychczas niepublikowanych niemieckich dokumentów archiwalnych


87 lat temu, 1 września, wybuchła w Polsce II wojna światowa. Zapoczątkowały ją około 4:40 (według innej wersji – 5:40) niemiecki nalot bombowy na Wieluń i – późniejszy o kilka minut – ostrzał armatni  Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte z okrętu pancernego Schleswig-Holstein. Jednak ujawnione kilka lat temu w Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego dokumenty (telegramy Armii Kraków) przemawiają za tezą, że oddziały Wehrmachtu już około godziny 3:14 przekroczyły granicę polską na Górnym Śląsku, a około 3:30 doszło do pierwszych starć z Wojskiem Polskim na przedpolach Rybnika. 

Osiem dni później na uroczysku Osikówka w Puszczy Niepołomickiej i Cikowicach w walce z przeważającymi siłami niemieckimi poległo co najmniej sześćdziesięciu polskich żołnierzy. Dramatyczny przebieg tamtych wydarzeń znaliśmy dotąd z polskich źródeł – a co mówią na ten temat dotąd niepublikowane niemieckie dokumenty?


Historia III batalionu 5 pułku strzelców podhalańskich (III batalionu 156 pułku piechoty rezerwy) 

156 pułk piechoty rezerwy został sformowany w ramach mobilizacji alarmowej i powszechnej pod koniec sierpnia 1939 r. W jego skład weszły: dowództwo pułku i I batalion utworzony przy 1 pułku strzelców podhalańskich (psp) w Nowym Sączu, II batalion – stworzony z II batalionu 2 psp w Sanoku i III batalion – sformowany na bazie III batalionu 5 psp w Przemyślu z dowódcą mjr. Januszem Rowińskim (1899-1994), byłym legionistą, członkiem POW, kawalerem Orderu Virtuti Militari). III batalion przemyskiego psp nigdy nie walczył w składzie macierzystego pułku i nigdy do niego nie dołączył. 

Pododdział został wyładowany w Zabierzowie koło Krakowa 2 września, jako ostatni w transporcie przemieszczającym się trasą Tarnów–Kraków w kierunku Trzebini. Na rozkaz dowódcy Armii Kraków gen. Antoniego Szylinga skierowano go na Wieliczkę, aby dołączył do przewidzianej dla niego nowej jednostki, tj. 156 pułku piechoty rezerwy ostatecznie skoncentrowanego w rejonie miejscowości Łazany niedaleko Wieliczki. 



Pierwsze walki 

4 września 156 pp rez. został przydzielony do 10 Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej i miał za zadanie przejąć obronę na przedpolu Dobczyc. 5 września pułk wszedł do walki, a jednym z jego zadań była osłona odwrotu Armii Kraków. Jego II i III batalion (b. III bat. 5 psp) dostał się pod zmasowany ostrzał artyleryjski. Po ustaniu zwycięskich walk I batalionu i 24 pułku ułanów 156 pp rez. pozostał na stanowiskach do następnego dnia. 6 września pułk został okrążony przez niemiecką 3 Dywizję Górską oraz grupę z 2 Dywizji Pancernej. Sytuacja była beznadziejna. Dowódca rozkazał dowodzącym batalionami podjęcie prób przebijania się z okrążenia w kierunku Bochni, dokąd sam wcześniej skierował się ze swoim sztabem. Według innej wersji – wobec zerwanej łączności z dowódcą pułku dowódca III batalionu mjr Janusz Rowiński sam podjął decyzję o odwrocie w kierunku Bochni. 

W związku z dużą dynamiką natarcia Niemców doszło do chaosu decyzyjnego w pododdziale. Zamiast zajęcia pozycji obronnych pomiędzy Książnicami i Niegowicią (pierwsza decyzja), zdecydowano się na przerzucenie batalionu na prawy brzeg Raby. Następnie, w godzinach popołudniowych, nastąpił powrót na lewy brzeg rzeki do Książnic, gdzie baon spędził noc z 6 na 7 września. Rano, po walkach z Niemcami i odskoku, Rowińskiemu udało się powrócić z żołnierzami na drugi brzeg Raby i ukryć w lesie koło Cichawki. Mjr Rowiński jeszcze wieczorem wezwał na odprawę dowódców kompanii i plutonów. Przedstawił im trudną sytuację batalionu, ujawniając przy tym swój zamiar przedzierania się pod osłoną nocy i lasów do Puszczy Niepołomickiej, a następnie na lewy brzeg Wisły, gdzie spodziewał się oddziałów polskich. Dowódcy kompanii otrzymali rozkaz uporządkowania oddziałów i sprzętu oraz zaostrzenia dyscypliny marszowej tak, aby w razie zetknięcia się z Niemcami batalion mógł w zdecydowany sposób przejść do walki na bagnety i granaty. 

Odznaka 5 Pułku Strzelców Podhalańskich. Źródło: Wikipedia


Marsz w kierunku Puszczy Niepołomickiej 

Nastrój w batalionie nie był dobry. Żołnierze – głodni, zmęczeni i niewyspani – kładli się na ziemię podczas każdego odpoczynku. W większości mieli odparzone stopy, bo od początku wojny nie zdejmowali nowych trzewików. Niektórzy z powodu gorączki i pragnienia pili wodę z przydrożnych rowów i kałuż, co z kolei powodowało biegunkę. W baonie spadało morale. Zdarzały się przypadki samowoli i lekceważenia rozkazów dowódców (chociażby zakłucie bagnetami Austriaka wziętego wcześniej do niewoli – wbrew zakazowi znęcania się nad nim wydanemu przez dowódcę). 

Przebywający w lesie żołnierze słyszeli warkot motorów i inne odgłosy kolumn niemieckich przemieszczających się po drogach. W tych warunkach marsz batalionu mógł się odbywać powoli, nocą, po bezdrożach. Po porzuceniu taborów i zakopaniu w lesie sprzętu wojskowego uznanego za zbędny (głównie części amunicji, granatów i moździerzy) pododdział kontynuował marsz dalej w kierunku północnym. Z 7 na 8 września szpica batalionu stoczyła potyczkę z pododdziałem niemieckim we wsi Rawa. Przemarsz odbywał się dalej nocą przez Sobolów, Grabinę, Nieszkowice Małe, Chełm. 


W Puszczy Niepołomickiej

9 września przed świtem batalion przeszedł wpław przez Rabę i dotarł na skraj lasu między Stanisławicami a Kłajem. Do Puszczy Niepołomickiej wszedł około 5:30, przekroczywszy tor kolejowy obok budki kolejowej w Kłaju. Część żołnierzy pozostała nad Rabą w Cikowicach. Według jednej z wersji mieli oni stanowić ubezpieczenie, a według innej było to przypadkowe odłączenie się od pododdziału. Cały przemarsz odbywał się marszem ubezpieczonym. Okoliczna ludność chętnie służyła za przewodników i udzielała informacji o ruchach wojsk niemieckich, dzięki czemu nie doszło do starcia z Niemcami. 

Po wkroczeniu do Puszczy batalion maszerował kilka kilometrów dalej szerokim duktem i rozłożył się na wypoczynek w rejonie uroczyska Osikówka, w pobliżu Poszyny, dawnej puszczańskiej osady (obecnie z ośrodkiem hodowlanym żubrów). Na spodziewanych kierunkach zagrożenia wystawiono ubezpieczenie. Tu doszło do sprzeczki dowódcy batalionu z dowódcą 9 kompanii por. Fularzem, który chciał wystawić placówki ochronne. Mjr Rowiński zdecydował, że wystarczą tylko warty oddalone kilkadziesiąt metrów od obozowiska, gdyż chciał mieć w lesie podkomendnych w maksymalnym skupieniu. Żołnierze po wyżęciu z wody mundurów i bielizny, przemoczonych w czasie przeprawy przez Rabę, ułożyli się do upragnionego wypoczynku. Zasypiali ufni, że skoro znajdują się u siebie w kraju i między swoimi, nic im nie grozi lub że zostaną w porę ostrzeżeni o ewentualnym zagrożeniu. Por. Fularz postanowił jednak sprawdzić czujność wart. Okazało się, że zmęczeni żołnierze zasnęli na posterunkach. Oficerowi pozostało delikatnie ich obudzić i przypomnieć o znaczeniu warty w tej szczególnej sytuacji. 


Zdrada 

Według jednej z wersji (tj. relacji przedwojennego oficera rezerwy WP Józefa Rerutkiewicza, późniejszego członka lokalnego ruchu oporu) przemarsz batalionu przez Puszczę zauważyła młoda kobieta ze Stanisławic, była robotnica sezonowa w III Rzeszy o nazwisku Węglowa. Miała podzielić się swoim spostrzeżeniem z pracownikiem tartaku w Kłaju, Materną z Dołuszyc (od 1942 r., jako volksdeutsch, funkcjonował pod nazwiskiem Mattern). Materna podał Niemcom informacje o rozmieszczeniu baonu w lesie i zapewne o sposobie ubezpieczenia, a także przejezdności dróg leśnych. Według innego przekazu Materna sam zauważył przemieszczający się polski pododdział i miejsce jego biwakowania. 

Przebieg starcia według polskich źródeł 

Około 14:00, po uzyskaniu informacji o położeniu polskiego baonu, oddziały niemieckie dowodzone przez Roberta Kocha, przeważające polski batalion liczebnością kilkukrotnie, podsunęły się skrycie. Wykorzystały przy tym gęste poszycie leśne. Po zlikwidowaniu czterech żołnierzy ubezpieczenia, podchodząc tyralierą na odległość rzutu granatem, zaatakowały odpoczywający baon mjr. Rowińskiego. Kiedy żołnierze zaczęli zrywać się ze snu, chwytać za broń i gorączkowo porządkować oporządzenie, spadła na nich lawina pocisków z karabinów maszynowych i wybuchające granaty. Zaskoczenie było kompletne, obrona – nieprzygotowana. Część ciężkich karabinów maszynowych – pomimo postoju – nadal była przytroczona do uprzęży końskiej. Zapewne zmęczeni przemarszem żołnierze nie mieli siły zająć się nimi przed snem. Marzyli przecież jedynie o błogim, chociażby krótkim odpoczynku... 

Niemcy, przebiegając między drzewami, prowadzili intensywny ogień skierowany na Polaków. Wprowadzili też do akcji wóz opancerzony, który z drogi leśnej kosił seriami nasze pozycje. Niektórzy żołnierze w samej bieliźnie stanowili idealny cel. Po opanowaniu pierwszego zaskoczenia dowódcy starali się przerwać bezwładną strzelaninę i kierować ogień do celów, które wskazywali. Jednak w tak potężnym chaosie dowodzenie siłami było praktycznie niemożliwe. Jedynie tych żołnierzy, którzy byli w zasięgu komend, prowadzili do walki wręcz. 

Nasilenie walki chwilami słabło lub wzmagało się, potężniały wybuchy granatów to po jednej, to po drugiej stronie postoju baonu. Mimo zaciętej obrony nierówny bój zakończył się porażką batalionu. Polscy żołnierze zostali rozbici przez przeważające siły wroga. Na pobojowisku w lesie zostało 56 zabitych i śmiertelnie rannych Polaków. Niemcy przed odejściem z pola walki dobijali ich strzałami i bagnetami z wściekłości za poniesione straty. Świadczyło o tym fakt, że po walce niektórzy zabici mieli świeżo zabandażowane rany. Czterech Polaków zostało zabitych w Cikowicach. 

Po stronie niemieckiej miało być trzydziestu kilku rannych. Niemcy nakazali ocalałym polskim żołnierzom załadować ich na ciężarówki. Polskie źródła nie podają, ilu żołnierzy Wehrmachtu poniosło śmierć. Po tym, jak podhalańczycy wykopali dla nich groby, kazano im położyć się twarzą do ziemi, by nie widzieli przebiegu pochówku.

Części żołnierzy polskiego baonu udało się wyrwać z okrążenia i dotrzeć na skraj Puszczy od strony Chobotu. Na chwilę schronili się u miejscowych, m.in. u sołtysa wsi, Franciszka Klimy, ale odnaleźli ich Niemcy i jako jeńców umieścili w polowym szpitalu w Niepołomicach oraz w bocheńskich koszarach. Inni – około trzydziestu żołnierzy 7 kompanii strzeleckiej wraz z mjr. Rowińskim i ppor. Machallą – dotarli w okolice Niepołomic i na rozkaz dowódcy zakopali część broni. Mjr Rowiński, przebrany w cywilne ubranie, schronił się na plebanii w Zabierzowie Bocheńskim, zalecając ochotnikom przebijanie się do Lwowa. 


Przybliżony obszar walk 9 września 1939 r.  w Puszczy Niepołomickiej

Po ustaniu walk i odejściu Niemców miejscowa ludność wraz z siostrami PCK pochowała zabitych w zbiorowej mogile na Osikówce (według innej wersji – zbiorowego pochówku dokonano po ekshumacji zwłok z kilku miejsc pierwotnych pochówków). Ciała czterech polskich żołnierzy złożono na cmentarzu parafialnym w Cikowicach. 

Jak napisał po wojnie w swoich wspomnieniach Leopold Wójcik, były podwładny mjr. Rowińskiego, por. Fularzowi udało się zbiec z niewoli niemieckiej. Walczył w Armii Krajowej i przeżył wojnę. Według relacji Fularza mjr Rowiński został ujęty przez Niemców i miał zostać zamordowany przez nich w 1940 r. 

Jeszcze inna wersja zdarzeń została przedstawiona w Biuletynie nr 3 Sztabu Naczelnego Wodza w Paryżu. Według tego źródła w szeregach III batalionu 156 pp rezerwy znaleźli się niemieccy dywersanci przebrani w polskie mundury, pod legendą, że są rozbitkami z innych pułków. Mieli oni naprowadzić Niemców na odpoczywający w lesie polski pododdział.


 

Zapis w Biuletynie nr 3 Sztabu Naczelnego Wodza dotyczący dywersji niemieckiej w szeregach 156 pp w Puszczy Niepołomickiej. Udostępnił Krzysztof Sojka

Niemiecka wersja historii

Według źródeł niemieckich ujawnienie polskiego poddodziału, przebieg walk i straty obu stron przedstawiały się inaczej. Nie wszystko w dokumentach jest czytelne, jednak można z nich wyczytać sporo szczegółowych informacji.


Fragment monografii 44 Infanterie Division (niemieckiej 44 Dywizji Piechoty), dotyczący starcia III batalionu 134 Infanterie Regiment (134 pułku piechoty) z III batalionem 5 psp na Osikówce 9 września 1939 r. W tym fragmencie jest mowa o 120 polskich jeńcach, ale w oryginalnym meldunku 44 ID Niemcy podają 120 zabitych polskich żołnierzy a jeńców 37. Udostępnił Krzysztof Sojka

Przede wszystkim z dokumentów 44 Infanterie Division (44 dywizja piechoty, 44 ID) nie wynika, aby zlokalizowanie odpoczywających polskich żołnierzy było rezultatem donosu (czego jednak wykluczyć nie można). Pododdziałem niemieckim, który stoczył walkę z naszymi żołnierzami, był III batalion Infanterie Regiment 134 (134 pułku piechoty). Wcześniej otrzymał on ze sztabu dywizji (od godziny 18:00 7 września do 16:00 następnego dnia stacjonującym w budynku szkoły powszechnej w Podłężu) rozkaz „oczyszczenia” Niepołomic z wojsk polskich. Następnie z Zabierzowa przemieszczał się przez Puszczę Niepołomicką w kierunku na wschód od Niepołomic. Około 16:30, 4 kilometry na północ od Stanisławic (na Osikówce), 12 kompania tego pułku idąca na końcu szyku została zaatakowana przez żołnierzy III bat. 5 psp przebywających pomiędzy punktami 207 i 211 (obecnie 1207 i 1211 – przyp. autora). Niemiecki kapral odpowiedzialny za prowiant dla koni przemieszczał się w poszukiwaniu paszy dla zwierząt i został zauważony przez polską czujkę. 

Nie wiadomo, czy atakujący zdawali sobie sprawę z przeważających sił przeciwnika i w którym momencie zaobserwowali jego przemieszczanie się. Pozostałe kompanie niemieckiego batalionu również włączyły się do walki, w wyniku czego część polskich żołnierzy zginęła lub została ranna, część została wzięta do niewoli, a część zdołała przebić się w kierunku Zabierzowa (jak opisano wyżej), będąc ścigana przez około trzy kilometry. Pościgu zaniechano, gdy uciekający spowodowali jakiś duży wybuch (nie ustalono, co to było). 

Jak wynika z drugiego meldunku 44 ID do dowództwa XVII Armijnego Korpusu, Niemcy dowiedzieli się od polskich jeńców przesłuchiwanych od 17:00 do późnej nocy, że w tym obszarze znajduje się około 400 naszych żołnierzy (trzy kompanie strzelców górskich i kompania karabinów maszynowych) pod dowództwem majora i kapitana (chodziło o mjr. Rowińskiego i kpt. Szymańskiego – autor), którzy dopiero co spożyli posiłek. Z innych zeznań jeńców wynikało, że nasi żołnierze nie jedli od 4–5 dni.

W meldunku Niemcy informowali o potyczce w punkcie 212 (1212) z niewielkim polskim oddziałem (prawdopodobnie było to pół kompanii), w wyniku której ranni zostali niemieccy wachmistrz i kapral. Z niemieckich relacji wynika, że po przybyciu posiłków (patrolu rozpoznawczego pod dowództwem mjr. Holteya) szwadron kawalerii wziął do niewoli co najmniej dwóch poruczników, jednego lekarza oraz 37 podoficerów i szeregowych. Być może był to rezultat nakłonienia naszych żołnierzy przez polskiego oficera (jeńca) do poddania się. Oficer ten przybył do pododdziału w towarzystwie oficera niemieckiego, ubezpieczanego przez dwóch żołnierzy z lekkimi karabinami maszynowymi. Niemcy przyznali, że Polacy wzięli do niewoli ich dwóch podoficerów (z 138 i 139 IR), których uwolnili. Jeden z nich zmarł w wyniku odniesionych ran.




Fragmenty meldunków 44 Infanterie Division (44 ID) do XVII Armee Korps (XVII AK) dotyczące m.in. okresu stacjonowania sztabu dywizji w szkole powszechnej w Podłężu. Ze zbiorów Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej

Wykazane straty po stronie niemieckiej to siedmiu zabitych, 20 rannych i 24 zabite konie z 134 IR. Te dane można przyjąć za wiarygodne, gdyż w dokumentach wojskowych Niemcy nie fałszowali swoich strat. Nie wiadomo, czy i jakie straty ewentualnie poniosły inne niemieckie pododdziały. Natomiast podawane według Wehrmachtu straty polskie –120 ofiar śmiertelnych – mają charakter szacunkowy. Są dwukrotnie wyższe od tych raportowanych w polskich źródłach. Nie można jednak wykluczyć, że nasze dane – 60 zabitych Polaków – są zaniżone. Nie mamy bowiem pewności, że wszystkie ofiary zostały ekshumowane z pierwotnych miejsc pochówku i złożone w zbiorczej mogile.




Fragment meldunku 44 ID do XVII Armee Korps dotyczący strat własnych i po stronie polskiej, informacji o rzekomym ujawnieniu polskiej amunicji „dum-dum”, pościgu za polskim pododdziałem, składzie polskiego batalionu (trzy kompanie strzelców i kompania karabinów maszynowych) oraz dwóch niemieckich podoficerach uwolnionych z polskiej niewoli, z których jeden zmarł. 


W największym z obozowisk polskie go batalionu Niemcy znaleźli duże ilości płaszczy i wyposażenia wojskowego, pięć ciężkich karabinów maszynowych, dwa karabiny przeciwpancerne (bardzo skuteczne w swojej klasie, polskie UR 35), karabiny oraz duże ilości amunicji. Wśród niej – rzekomo amunicja typu „dum-dum”, zakazana przez Konwencję haską z 1907 r. 

Warto podkreślić, że Wojsko Polskie nie posiadało na stanie takiej amunicji. Nie można jednak wykluczyć nielegalnych przeróbek normalnej amunicji karabinowej. Można było nadać jej cechy „dum-dum” poprzez krzyżowe nacięcia pocisku lub odcięcie jego szpiczastej części. Najprawdopodobniej jednak Niemcy za amunicję „dum-dum” uznali pełnopłaszczowe, ołowiane naboje do UR 35 o kalibrze 7,92 mm, które nie posiadały twardego rdzenia. Bardzo silny ładunek i długa lufa zapewniały dużą prędkość początkową pocisku, a co za tym idzie – jego dużą energię kinetyczną.





Fragment meldunku 44 ID do XVII Armee Korps dotyczący m.in. wzięcia do niewoli dwóch polskich poruczników, jednego oficera-lekarza, 37 podoficerów i szeregowych, informacji uzyskanych od polskich jeńców o liczebności sił polskich w obrębie punktów 207 i 211 w Puszczy Niepołomickiej, „zdobyczy” z obozowiska w punkcie 212, rannych żołnierzy niemieckich, a także próby nakłonienia polskich żołnierzy do poddania się. 

Polegli na polu chwały 

Na cmentarzu wojennym na Osikówce spoczywają polegli w walce z Niemcami: kpt. Edward Szymański – dowódca 3 komp. CKM, st. sierż. Stanisław Paprzycki – szef kompanii CKM, strz. Stanisław Maciąg, ppor. rez. Stefan Danczak, strz. Jan Majoch, ppor. rez. Jan Wróblewski, strz. Stanisław Mikrut, plut. Jan Mryc, strz. Jan Mytnik, plut. Jan Harmata, strz. Julian Oczkowicz, plut. Józef Rojkowski, strz. Stanisław Ordon, kpr. Stefan Dankowski, strz. Józef Ptak, kpr. Stefan Drużkowski z 2 pp KOP, strz. Edward Pyś, kpr. Stefan Kras, strz. Józef Rosiek, kpr. Wojciech Sitarski, strz. Józef Samek, kpr. Stanisław Szary, strz. Wacław Spadło, st. strz. Antoni Budz, strz. Władysław Smyczyński, strz. Jan Adamczyk, strz. Karol Szpak, strz. Bolesław Adamkiewicz, strz. Władysław Wilk, strz. Władysław Adamik, strz. Kazimierz Ryba, strz. Józef Damon, strz. Piotr Smotrycki, strz. Jan Doktorczyk, strz. Franciszek Surdel, strz. Józef Figiel, strz. Chaim Szermon, strz. Ignacy Groszek, strz. Jan Tabaka, strz. Władysław Holni, strz. Eugeniusz Woźny, strz. Karol Janeczko, nn stop. Stanisław Łapszycki, strz. Józef Kasperkiewicz, inż. Adam Daczyński, strz. Teodor Kotz, Sprężyna (bbd), strz. Marcel Kula, Skiernowicz (bbd) i siedmiu niezidentyfikowanych (razem 56). 

Pomnik na cmentarzu wojennym na Osikówce w Puszczy Niepołomickiej wzniesiony ku czci poległych żołnierzy III batalionu 5 psp. Fot. autor (2025)

Na cmentarzu parafialnym w Cikowicach zostali pochowani: strz. Bolesław Aleksandrowicz, strz. Władysław Karpiński, strz. Józef Samek i strz. Czesław Włodarski. 

Kpt. Edward Szymański, dowódca 3 kompanii CKM III bat. 5 psp, poległy na Osikówce. Źródło: Jarosław Kucybała, Osikówka, ostatni bój podhalańczyków, „Wiadomości Bocheńskie” nr 2/2009



Grób poległych podhalańczyków w Cikowicach. Fot. autor (2026)

Kara za zdradę 

Domniemany zdrajca, Mattern, został zlikwidowany przez egzekutorów z wielickiego obwodu krakowskiego Kedywu Armii Krajowej 21.05.1943 r. około 2:00 – na podstawie wyroku sądu specjalnego Polskiego Państwa Podziemnego. Zastrzelono go przy drzwiach wejściowych do domu. 

Po wykonaniu wyroku na Matternie do Kłaja przyjechało Gestapo. Córki Matterna – Sabina i Katarzyna – jako winnych za śmierć ojca wskazały Niemcom Piotra Wojasa i jego narzeczoną, którzy na skutek tego zostali aresztowani. Poza tym Matternówny żądały zdziesiątkowania mężczyzn w Kłaju, w szczególności robotników zatrudnionych w tartaku i składnicy amunicji. Żądaniu kobiet sprzeciwił się niemiecki oberleutnant (porucznik) ze składnicy, argumentując to tym, że czynu dokonali ludzie obcy, a nie mieszkańcy Kłaja. Niemiec przyznał ponadto, że po zgładzeniu Matterna, w nocy, otrzymał od egzekutorów pisemną groźbę srogiego odwetu w przypadku rozstrzelania kogokolwiek z Kłaja za śmierć volksdeutscha. Niemcy musieli się poważnie liczyć z zapowiedzią rewanżu ze strony podziemia, bo oficjalnie nie przeprowadzili akcji odwetowej. Doskonale zdawali sobie sprawę, że nie byliby w stanie zapewnić bezpieczeństwa wszystkim niemieckim pracownikom tartaku czy składnicy. 

Kolejnej nocy tartak został podpalony. Według ustaleń autora zamachu dokonali dwaj członkowie placówki Armii Krajowej „Węgorz” w Targowisku, wchodzącej w skład 12 pp AK Ziemi Bocheńskiej krypt. Wieloryb, zatrudnieni w kombinacie. Do podpalenia użyli świec fosforowych działających z dwugodzinnym opóźnieniem. Pożar objął również złożone w trumnie zwłoki Matterna, wystawione w tartaku przed mającym się odbyć uroczystym pogrzebem.


Komunikat Walki Cywilnej z 17.06.1943 r. zawierający m.in. informację dotyczącą zgładzenia Materny/Matterna. Źródło: Oddziałowe Archiwum IPN w Krakowie



Egzekucja Matterna i podpalenie tartaku były bezpośrednią przyczyną przyspieszenia realizacji gestapowskiego rozpracowania prowadzonego wobec miejscowego podziemia. Gestapo zrealizowało je w okresie 25–29 maja 1943 r. w Szarowie – w drodze prowokacji, z wykorzystaniem dwóch agentów, z których jeden był dobrze znany szarowianom i dlatego wzbudził u nich zaufanie (przebieg tych wydarzeń opisałem m.in. w książce „II wojna światowa W Staniątkach i okolicy”).

Jeden z synów Matterna, Jakub, w 1942 r. (po podpisaniu volkslisty) został funkcjonariuszem Sonderdienstu. Była to jednostka pełniąca rolę pomocniczą dla policji niemieckiej i innych służb bezpieczeństwa. Po wojnie Jakub Mattern mieszkał z żoną w Bochni. 30 maja 1945 r. został zatrzymany, następnie aresztowany i skazany na dwa i pół roku pozbawienia wolności za zgłoszenie przynależności do narodowości niemieckiej. Karę odbył w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie. Jego żona, Stanisława, za taki sam czyn została skazana na dwa lata więzienia. Drugi syn Matterna, Jan, był brygadzistą w tartaku. Został zapamiętany jako bezwzględny gnębiciel robotników.  


Postanowienie Prokuratora Specjalnego Sądu Karnego w Krakowie o odosobnieniu (umieszczeniu w obozie pracy) Jakuba Matterna. Źródło: Oddziałowe Archiwum IPN w Krakowie



Zasłużyli na chwałę i wieczną pamięć 

Oficerowie i żołnierze III batalionu 5 pułku strzelców podhalańskich (III batalionu 156 pułku piechoty rezerwy), układając się rankiem 9 września 1939 r. do snu na Osikówce, zasypiali w przeświadczeniu, że znajdują się w miejscu, gdzie Niemcy nie powinni ich zaskoczyć – przecież byli wśród swoich. Zawiodła ich czujność. Wobec dużej przewagi wroga nie mieli szans na zwycięstwo w potyczce, ani na wyjście z okrążenia bez strat. Przy swoim dowódcy, mjr. Rowińskim, zostali ci, którzy przeżyli wcześniejsze walki – najwierniejsi z wiernych przysiędze wojskowej, Ojczyźnie i narodowi polskiemu. Los rzucił ich na teren dzisiejszej gminy Kłaj z odległego powiatu przemyskiego i sąsiednich. Prawie wszyscy pochodzili z tamtych stron i karnie stawili się do miejsca mobilizacji pod koniec sierpnia 1939 r. w celu obrony kraju przed najeźdźcą. 

Miejscowe społeczeństwo, lokalne samorządy, służby, wojsko, instytucje, organizacje, parafie udowadniają, że polegli żołnierze pozostali na zawsze faktycznie wśród swoich. Corocznie zaświadczają o tym poprzez gromadzenie się w miejscu ich śmierci, by w modlitewnej zadumie i przy zachowaniu wojskowego ceremoniału oddać poległym cześć. Na tę cześć i wieczną chwałę zasłużyli.







W przypadku chęci wykorzystania opublikowanych w artykule treści czy zdjęć – proszę o wskazywanie źródła i linku do niniejszej strony.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz