2021/11/05




Na usługach Niemców

Agenci, konfidenci, zdrajcy. Kogo dosięgła sprawiedliwość? Część II                   

Wacław Ceula. Na usługach Abwehry i gestapo

Urodzony w 1912 r. w Swojatyczach w powiecie baranowickim (województwo nowogródzkie) Wacław Ceula vel Jan Środa vel Jan Grona miał dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa i przed 1939 r. zamieszkiwał w Niepołomicach. Z zawodu technik budowlany, w latach 1935-39 był związany z 2. Dywizjonem Pociągów Pancernych, gdzie odbył czynną służbę wojskową, a potem pracował jako technik w parku samochodowym jednostki (plutonowy). W wojnie obronnej 1939 r. był w obsadzie pociągu nr 55 „Bartosz Głowacki” skierowanego do obrony Warszawy (stacjonował w Tłuszczu). Po kapitulacji stolicy dostał się do niewoli niemieckiej, skąd został zwolniony 30.11.1939 r. Przybył do Krakowa i od lutego 1940 r. został zatrudniony w tutejszej fabryce cukierniczej Suchard (późniejsze ZPC Wawel) jako technik. Pracował tam do listopada 1942 r. W Suchardzie, którego produkcja była przeznaczona m.in. na potrzeby wojska niemieckiego, ulokował go jako swojego agenta szef niemieckiego kontrwywiadu wojskowego w krakowskiej placówce Abwehry, dobrze mówiący po polsku ppłk Robert Tarbuck (wtedy mjr). Ceula był wyposażony w broń, odbywał spotkania z mocodawcą i wyjeżdżał z nim na kilka lub kilkanaście dni. Później, gdy Tarbuck wyjechał do Francji, by rozpoznać zagrożenie bezpieczeństwa dla Hitlera (przed jego planowaną wizytą w zdobytym przez Niemców Paryżu), Ceulę przejął zastępca Tarbucka, mjr Korab. Po zwolnieniu z Sucharda Ceula pracował na kolei, najpierw jako konduktor, potem w Bahnschutzpolizei. Według ustaleń AK współpracował również z gestapo (figuruje na akowskich wykazach agentów i konfidentów).


Wacław Ceula na wykazach agentów i konfidentów sporządzonych przez kontrwywiad AK w Krakowie (błędy w pisowni nazwiska). Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie 

Zastanawiające jest, jak Tarbuck pozyskał Ceulę do współpracy z niemieckim kontrwywiadem. W dużej mierze odpowiedź na to pytanie zawiera powojenne zeznanie jednego z byłych pracowników Sucharda, Marka Birnfelda. Gdy ośmielił się on zapytać Ceulę, skąd zna Tarbucka, ten odpowiedział, że znają się jeszcze sprzed 1939 r. To może wskazywać, że Ceula pracował dla oficera Abwehry – wtedy asa niemieckiego wywiadu – będąc jeszcze zatrudnionym w 2. Dywizjonie Pociągów Pancernych w Niepołomicach. Fakt, że niepołomicka jednostka była penetrowana przez niemiecki wywiad, może potwierdzać również zeznanie byłego członka Gwardii Ludowej PPS Jana Rejmana, według którego podejmowane były próby rozpijania i demoralizowania wojskowych, a także dochodziło do sabotażu w jednostce. Jeden z podoficerów został zwolniony ze służby za kradzież mienia jednostki, a w czasie wojny był leśniczym… Jego żona przyjmowała obowiązkowe kontyngenty do magazynu przy majątku klasztornym w Staniątkach.


Wacław Ceula vel Jan Środa vel Jan Grona, agent Abwehry i gestapo, funkcjonariusz Bahnschutzpolizei, sprawca aresztowań wielu Polaków (w tym ze Staniątek) i kobiet pochodzenia żydowskiego. Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie 

Łowca staniątczan i Żydówek

Ceula zamieszkiwał z rodziną w Krakowie przy ulicy Chodkiewicza. Gdy odszedł od żony, w latach 1943-45 wynajmował mieszkanie w Staniątkach przy dzisiejszej ulicy Piłsudskiego.

23 listopada 1943 r. gestapo i żandarmeria niemiecka przyjechały do Staniątek, by aresztować m.in. Władysława Łapaja – członka organizacji podziemnej, lecz nie zastali go w domu. Matka Łapaja – wiedząc, że Ceula zna się z synem (obaj pracowali w Krakowie na kolei) – poprosiła, aby ten ostrzegł Władka i polecił mu nie przyjeżdżać do domu. Ceula pozornie spełnił prośbę Łapajowej i umówił się z Władysławem na spotkanie na drugi dzień. Łapaj stawił się o umówionej godzinie na placu przed dworcem kolejowym. Byli z nim Kazimierz Janczyk, Antoni i Józef Ślusarczykowie ze Staniątek oraz Zofia Nowak z Podłęża. Do grupy doszedł Ceula i skłamał Władysławowi, że Niemcy już więcej po niego nie przyjechali. Następnie wszedł na chwilę do głównego holu w budynku dworca, po czym wyszedł i – przechodząc obok stojących staniątczan i podłężanki – zwrócił w ich kierunku głowę. Po tym jego geście z budynku natychmiast wypadło dwóch agentów tajnej policji i dokonali zatrzymania całej grupy. Po wylegitymowaniu i przeszukaniu zwolnili Ślusarczyków, Janczyka i Nowakową, a Łapaja umieścili w pomieszczeniu Bahnschutzpolizei, skąd przewieźli go do siedziby gestapo przy ulicy Pomorskiej.


Władysław Łapaj (1920-1944) ze Staniątek, telegrafista kolejowy, członek organizacji podziemnej, aresztowany 25.11.1943 r. w Krakowie. Fot. z archiwum rodzinnego p. Kalisz z Zakrzowa

Władysław Łapaj po przesłuchaniach został przewieziony do aresztu przy Montelupich. Przebywał w nim jako zakładnik do 27 maja 1944 r. Dzień po zastrzeleniu na ulicy Lubicz dwóch Niemców przez żołnierzy z rzeszowskiego Kedywu AK, w ramach odwetu, został rozstrzelany przy ulicy Botanicznej wraz z 39 innymi zakładnikami.

Ceula spowodował również aresztowanie innych staniątczan, w tym prawdopodobnie własnego teścia (nie żył już wtedy z jego córką) – mieszkańca Podborza. Gdy mężczyznę zabrali Niemcy, Ceula sprowokował Tadeusza Iwańskiego, konduktora kolejowego, by ten udzielił aresztowanemu „pomocy”. Ceula wiedział, że Iwański ma znajomych polskich wywiadowców w Kripo (policja kryminalna) i chciał się z nimi spotkać, by rzekomo wręczyć im łapówkę na wykupienie teścia. Spotkanie umówione w restauracji Davidsona na krakowskim Salwatorze okazało się pułapką zastawioną przez gestapo, które aresztowało dwóch wywiadowców w momencie, gdy Ceula pozorował wręczanie im pieniędzy. Iwański nie przybył na spotkanie, gdyż służbowo wyjechał do Kielc. Po powrocie spotkał się na dworcu z Ceulą, który mu oświadczył, że sprawa została załatwiona pomyślnie. Zaraz po tym bahnschutze aresztowali Iwańskiego. Przesiedział na „Monte” kilka miesięcy.

Istnieje uzasadnione domniemanie, że Ceula w lutym 1943 r. spowodował aresztowania Jana Nowaka (pracownika kolei) oraz Julii Rodak ze Staniątek i jej męża. Rodakowa w chwili aresztowania była w ciąży. Zwolniono ją z więzienia przy Montelupich na 3 miesiące w okresie okołoporodowym. Gdy kobietę gestapo ponownie zabierało do więzienia z domu w Staniątkach – tym razem z niemowlęciem (Andrzejkiem) – mały tak płakał, że dowodzący kazał dziecko zostawić. Zaopiekowała się nim babka. Rodakowie zostali wysłani do KL Auschwitz. Z obozu do domu wróciła tylko Julia.


Julia Rodak (z d. Małek, po drugim mężu Szybińska) ze Staniątek, aresztowana wraz z mężem przez gestapo w lutym 1943 r. i umieszczona w KL Auschwitz-Birkenau. W obozie kobietę zakażono tyfusem plamistym oraz dokonywano na niej eksperymentalnej kuracji (straciła przez to bezpowrotnie włosy i cierpiała na chroniczne bóle głowy). Archiwum rodzinne p. Urszuli Rodak ze Staniątek  


Orzeł wyhaftowany przez kobiety uwięzione przez gestapo przy ul. Montelupich w Krakowie (nazwisko Julii Rodak podkreślone). Archiwum rodzinne p. Urszuli Rodak ze Staniątek 

Ceula, będąc funkcjonariuszem Bahnschutzpolizei, sam przyjmował łapówki za obietnice wykupienia aresztowanych Polaków z rąk Niemców. Z obietnic oczywiście nie wywiązywał się. Tak postąpił m.in. z Józefą Prochwicz (z d. Balachowską) ze Staniątek, zamieszkałą wówczas przy dzisiejszej ulicy Szkolnej, która dała mu żądaną kwotę na wykupienie męża Kazimierza. Mężczyzna i tak został wywieziony do KL Auschwitz.

W mieszkaniu przy ulicy Ariańskiej w Krakowie Ceula osobiście aresztował dwie Polki pochodzenia żydowskiego – Józefę Płaszowską i jej córkę Halinę. Starszą tak dotkliwie pobił, że straciła przytomność. Obydwie kobiety przeszły przez trzy obozy koncentracyjne.

Wacław Ceula został aresztowany przez milicjantów II Komisariatu MO w Krakowie 25.06.1947 r. Sąd Okręgowy w Krakowie skazał go na 15 lat więzienia, ale w wyniku amnestii skazaniec został warunkowo zwolniony po odbyciu 6 lat kary. W trakcie odsiadki Ceula dalej wykorzystywał swoje doświadczenie w pracy agenturalnej, współpracując z polskimi organami bezpieczeństwa (jako tajny informator „Pokrzywdzony”, „Spokojny”). Po wyjściu z więzienia zamieszkał w Cieplicach z kobietą ze Staniątek. Gdy UB po jakimś czasie postanowił odnowić kontakt z Ceulą, okazało się, że były agent zmienił miejsce pobytu i starannie zatarł za sobą ślady.

Polski bahnschutzpolizei

Powojenny wymiar sprawiedliwości dosięgnął również Januarego Czajkowskiego ze Staniątek. W czasie okupacji przez 16 miesięcy służył jako bahnschutz (strażnik kolejowy) w Rzeszowie. Był oskarżony o zastrzelenie NN Polaka, który usiłował zbiec z aresztu policji kolejowej. Ponadto Czajkowski znęcał się nad podróżnymi i pracownikami kolei (bił ich gumową pałką, pięścią, rękojeścią rewolweru lub kolbą karabinu a także kopał), rewidował ich i odbierał im towary. Według zeznań świadków gorliwością w służbie  przewyższał policjantów niemieckich. Rozpoznany po wojnie przez kolejarzy na dworcu w Tarnowie o mało co nie został zlinczowany. Milicja zatrzymała go 4.06.1945 r. Sąd Okręgowy w Rzeszowie skazał go na karę piętnastu lat lat pozbawienia wolności za zabójstwo i znęcanie, ale obrońca jak i oskarżyciel wnieśli kasację do Sądu Najwyższego. W rezultacie, po ponownym rozpatrzeniu, uniewinniono go od zabójstwa (niewystarczające dowody), a za pozostałe czyny został skazany na karę pięciu lat więzienia. Karę w pełnym wymiarze odbył w więzieniu w Sztumie. W aktach więźnia odnotowano, że za niewykonanie rozkazu otrzymał karę siedmiu dni tzw. twardego łoża.

Było ich więcej…

W meldunkach AK dotyczących ówczesnego powiatu bocheńskiego jest więcej informacji o zbrodniach dokonanych na Polakach przez rodaków pozostających w służbie niemieckiej. Jedna z informacji dotyczy Piotra Gawła – granatowego policjanta z Niepołomic, który w czerwcu 1943 r., strzelając do powracających z wesela, zabił kobietę i ranił trzech mężczyzn w Stanisławicach. W lutym 1945 r. Gawła zatrzymała milicja. Karę za krzywdy wyrządzone Polakom w czasie wojny wymierzono mu w drodze samosądu. Komendant Powiatowy MO w Bochni Edmund Piwiński i jego zastępca Stanisław Namysł – ci sami, którzy zabili Joannę Szczepańską w lutym 1945 r. w Niepołomicach (opisane w styczniowo-lutowym i kwietniowym wydaniu Gazety Niepołomickiej) – tak dotkliwie pobili go w czasie przesłuchania, że zmarł w celi. Ciało wywieziono i porzucono nad Rabą. Sprawcom znowu się upiekło. Przyjęta kwalifikacja prawna czynu i ogłoszona amnestia – która objęła również ich zachowanie – dały podstawę do umorzenia postępowań wobec obu milicjantów.

Na omówienie w osobnym artykule zasługuje postać komendanta niepołomickiego posterunku granatowej policji, Jana Ratajczaka.

Organy bezpieczeństwa państwa polskiego – pomimo podjętych i zakrojonych na szeroką skalę działań po wojnie – nie były w stanie potwierdzić wszystkich podejrzeń o współpracę z okupantem, ani dotrzeć do wszystkich osób podejrzanych o tę działalność. Z pewnością zaistniały obiektywne przyczyny tego stanu rzeczy. Wiele osób z agentury niemieckiej uciekło z kraju lub „zaszyło się” na tzw. ziemiach odzyskanych. Niewykluczone, że niektóre ujęte i „wartościowe” osoby zostały pozyskane do współpracy przez nowych „pracodawców”. Wywiad i kontrwywiad polskich formacji podziemnych też nie był w stanie ujawnić wszystkich faktów współpracy.

Krakowskiemu Wojewódzkiemu Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego oraz jego następczyni, tj. Służbie Bezpieczeństwa, udało się rozpracować struktury niemieckiej policji bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei) w Dystrykcie Krakowskim, lecz w małym stopniu niemieckiej służby bezpieczeństwa (Sicherheitsdienst). Ustalono dane około 3 tysięcy funkcjonariuszy i współpracowników tych formacji. Niektórych udało się ściągnąć do Polski i osądzić (np. Kurta Heinemeyera – kierownika komórki krakowskiego gestapo zwalczającej podziemie lewicowe).

 

 

 Uwaga

Proszę nie wiązać negatywnych postaci przedstawionych w publikacji z osobami noszącymi takie same nazwiska, w szczególności zamieszkałymi na terenie gminy Niepołomice czy gmin ościennych. Byłoby to nieuzasadnione i nieuprawnione. Autor

 Bibliografia

Materiały niepublikowane:

IPN Kr 010/3989; 

IPN Kr 010/4317;

IPN Kr 010/6613;  

IPN Kr 075/1/11; 

IPN Kr 075/1/17; 

IPN Kr 075/1/18; 

IPN Rz 357/34; 

IPN Wr 0014/1790.

Materiały publikowane:

Zbigniew Szybiński, Konspiratorzy i konfidenci, Gazeta Krakowska nr 171/1982.


 


 



Wykorzystując zawarte w postach treści, zdjęcia – proszę o wskazywanie źródła i linku do niniejszej strony.



2021/10/08




Na usługach Niemców

Agenci, konfidenci, zdrajcy. Kogo dosięgła sprawiedliwość?

Nie wszystkim zdrajcom narodu polskiego udało się uniknąć kary za współpracę z okupantem w czasie II wojny światowej. Jedni zostali ukarani jeszcze w trakcie wojny (przy czym nie zawsze próby wykonania wyroku były skuteczne), a innych sprawiedliwość dosięgła po wojnie – w tym także osoby działające na terenie obecnej gminy Niepołomice i byłej gminy Targowisko.


Wymiar sprawiedliwości Polskiego Państwa Podziemnego

Początki sądownictwa w konspiracji były związane z wojskowym ruchem oporu. W październiku 1939 r. w Dowództwie Głównym Służby Zwycięstwu Polski powstało Szefostwo Służby Sprawiedliwości, którego zadaniem była m.in. ochrona organizacji przed prowokatorami i agentami. Od maja 1940 r. do początku 1942 r. działały sądy kapturowe powołane przez gen. Stefana Roweckiego „Grota”, Komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej – na podstawie Uchwały Komitetu Ministrów do spraw Kraju z dnia 16 kwietnia 1940 r. W 1942 r. sądy kapturowe przekształcono w Wojskowe Sądy Specjalne. Zajmowały się one nie tylko osądzaniem zdrady, ale także przypadkami łamania dyscypliny przez członków ZWZ-AK (w tym przestępstwami pospolitymi), a także osobami spoza organizacji, działającymi na jej szkodę. Dla osądzania sprawców wywodzących się spoza ZWZ-AK powołano Cywilne Sądy Specjalne. Wyroki mogły wydawać i egzekwować również sądy stronnictw politycznych wobec swoich członków. 

Rozprawy przed sądami specjalnymi odbywały się w sposób tajny, a wyroki były ogłaszane zaocznie (bardzo rzadko w obecności skazanego). Osądzano na podstawie materiałów i dowodów dostarczonych przez Kierownictwo Walki Podziemnej (do lata 1943 r., w przypadku osób spoza AK – przez Kierownictwo Walki Cywilnej), kontrwywiad lub inne komórki organizacyjne formacji podziemnych. Rozprawy kończyły się uniewinnieniem, skazaniem na karę śmierci lub zawieszeniem postępowania do zakończenia wojny (w przypadku, gdy osoba uznana za winną nie zasługiwała na tak surową karę lub gdy istotne aspekty sprawy w warunkach wojennych nie mogły być wystarczająco wyjaśnione). Wyroki wymagały zatwierdzenia przez właściwego komendanta AK (okręgu). Ze względu na czasochłonność procesu karnego – co w wielu przypadkach pozwalało na kontynuowanie zbrodniczej działalności sprawców – Komenda Główna AK upoważniła komendantów okręgów, a w szczególnych przypadkach dowódców niższego szczebla, do wydawania na własną rękę pisemnego rozkazu likwidacji osoby, gdy zwłoka w wyeliminowaniu sprawcy stanowiła bezpośrednie zagrożenie dla organizacji. Była to tzw. likwidacja prewencyjna. W takich przypadkach rozkaz wraz z całą dokumentacją miał być przekazany sądowi specjalnemu, który oceniał, czy przyjęty tryb postępowania był zasadny oraz czy decyzja o pozbawieniu życia osoby była słuszna. To rozwiązanie dawało duże pole do nadużyć i niestety zdarzało się, że ginęli niewinni ludzie. 

Pozostałe sytuacje pozbawienia życia osób podejrzewanych o współpracę z okupantem lub krzywdzenie Polaków w drodze pospolitych czynów kryminalnych były zwykłymi zabójstwami, aktami wendety (chyba że sprawcy tych czynów działali w warunkach obrony koniecznej lub w stanie wyższej konieczności).

Wyroki wykonywały specjalne grupy likwidacyjne powoływane przeważnie przy sztabach formacji podziemnych (pierwsze na szczeblu centralnym), a także patrole z placówek miejscowej konspiracji. Jedna z dyrektyw dla sądownictwa podziemnego dopuszczała tracenie na miejscu schwytanych na gorącym uczynku sprawców bandytyzmu lub szantażu.

Uwarunkowania wojenne sprawiały, że postępowania sądowe były bardzo uproszczone. To powodowało, że procesy nie zawsze były wyczerpujące dowodowo. Sędziowie często zwracali sprawy do uzupełnienia z powodu niedostatecznego materiału dowodowego.  Odstępstwa od zasad polskiego procesu karnego w warunkach konspiracji i bezwzględnej walki z wrogiem były jednak nieodzowne.

Wobec terroru okupanta, rodzimej zdrady, obniżenia poziomu moralnego społeczeństwa i związanego z tym wzrostu przestępczości pospolitej a także warunków wojennych uniemożliwiających normalne funkcjonowanie w opinii historyków   sądy podziemne odegrały ważną i pozytywną rolę.

Józef Skrzypek. Wyrok na konfidenta

Mieszkańcy Szarowa długo nie przypuszczali, że Józef Skrzypek pracuje współpracuje z Niemcami, choć niektórych zastanawiało, skąd miał pieniądze (np. na zakup modnego ubioru). Wtajemniczeni wiedzieli, że trudnił się m.in. nielegalnym handlem tytoniem. W opinii mieszkańców Szarowa rodzina Skrzypków żyła na dobrym poziomie, pomimo że nie byli majętni. W końcu ktoś zauważył, że odwiedzał ich niemiecki kapitan oraz żandarmi z Krakowa i Bochni. U Skrzypków bywał też Mieczysław Skowroński, jeden z agentów gestapo – sprawców aresztowań kilkudziesięciu mieszkańców Szarowa w maju 1943 r. Po tych zatrzymaniach ojciec Józefa – Wincenty – miał się wyrazić: „Zachciało im się organizacji, to będą mieli obóz”. Faktycznie taki los spotkał aresztowanych. Obozy przeżyli nieliczni. Z kolei Józef, zapytany na drugi dzień przez Mieczysława Wójcika "Mirskiego", kto został zatrzymany, odpowiedział, szydząc z ofiar: "Ci co chcieli zostać generałami". O aktywności konfidenckiej Józefa Skrzypka zaświadczała sama Adela Migas, staniątczanka na usługach gestapo. Kobieta miała go wychwalać za dobrą robotę wykonaną dla gestapo pod Częstochową (chodziło o aresztowania Polaków na tamtejszym terenie).

W 1953 r. odbywający karę więzienia we Wronkach Marian Pajdak Skiba”, Tracz (w czasie wojny kierownik organizacyjny Stronnictwa Narodowego na powiat bocheński) zeznał, że we wrześniu 1943 r. w jego mieszkaniu w Bochni ówczesny szef dywersji Podokręgu Kraków-Zewnętrzny por. Gustaw Rachwalski „Wodzicki” (od listopada 1943 r. Edmund) otrzymał od szefa wydziału dywersji Okręgu Krakowskiego NOW „Andrzeja” listę 15 osób poszukiwanych przez Kierownictwo Walki Cywilnej w Krakowie i Okręg Krakowski AK, skazanych na karę śmierci. Wśród nazwisk były m.in. dane Adeli Migasówny i innych trzech kobiet. „Wodzicki” otrzymał rozkaz, aby – w razie ustalenia miejsca pobytu którejkolwiek osoby z listy – dokonać jej likwidacji. 


Gustaw Rachwalski vel Augustyn Rafalski "Wodzicki", "Edmund" (1914-1983), szef dywersji Podokręgu Kraków-Zewnętrzny NOW, później szef kontrwywiadu w Podokręgu. Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie

Na tym spotkaniu Rachwalski przekazał „Andrzejowi” i towarzyszącemu mu Kierownikowi Walki Cywilnej materiały obciążające Skrzypka w sprawie współpracy z gestapo we Lwowie oraz w sprawie dwóch innych mężczyzn – Karola G. ze Staniątek i NN P. z Podłęża – oskarżanych o napady rabunkowe z bronią palną na ludność w ówczesnej gminie Targowisko (były faktycznie takie przypadki, np. zastrzelenie pracownika majątku klasztornego ss. benedyktynek w Staniątkach Franciszka Mańka na oczach żony i rabunek ich mienia przez właśnie Karola G. i jego kompanów). 27 września 1944 r. około północy grupa dywersyjna NOW (już po formalnym scaleniu NOW z AK w bocheńskim obwodzie Wieloryb”) usiłowała wykonać wyrok na obu wymienionych. Przy domu Karola G. zastrzelono P., ale przywódcy bandy udało się zbiec i zaalarmować niemieckich żołnierzy kwaterujących w oddalonym o około 500 metrów  klasztorze. Według innej wersji, P. miał zginąć od kul Niemców w czasie wymiany ognia z egzekutorami (ciało znaleziono w przydrożnym rowie). 

Według Pajdaka sprawa Skrzypka trafiła do podziemnego Sądu Specjalnego w Krakowie (Pajdak nie sprecyzował, jaki to był sąd – cywilny czy wojskowy), który jednak zwrócił ją do uzupełnienia i sprawdzenia zasadności oskarżenia. Sąd uznał bowiem, że mogło ono być spowodowane długim, pieniackim procesem pomiędzy matką oskarżonego i jej siostrą. Sprawę rozpatrywał Bronisław Strach „Orlicki” ze Stanisławic, dowódca plutonu NOW. W międzyczasie „Edmund” w drodze kontaktów z lwowskimi komórkami dywersji i kontrwywiadu AK ustalił, że wyrok na Skrzypka wydał już sąd podziemny we Lwowie. Tym samym czynności prowadzone w Krakowie okazały się bezprzedmiotowe.

Zespoły egzekucyjne wielokrotnie polowały na konfidenta w Szarowie i Dąbrowie. Dom Skrzypka (już nie istnieje) był usytuowany nieco ponad 100 m od przystanku kolejowego Grodkowice, przy początku dzisiejszej ulicy Podlas w Szarowie. W styczniu 1944 r. do „kółka” (Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej) w Brzeziu pilnie została wezwana grupa dywersyjna NOW/AK. Według uzyskanej informacji z Krakowa do Szarowa mieli przyjechać pociągiem Adela Migasówna ze Skowrońskim na spotkanie ze Skrzypkiem. Grupa w składzie: „Mirski” (dowódca), „Marianciu”, „Cygan”, „Kropelka” i „Kos” udała się w pobliże przystanku. Wśród oczekujących na przyjazd pociągu zauważyli Skrzypka. Potem okazało się, że czas oczekiwania na przyjazd agentów spędził on na grze w karty w jednym z pobliskich domów. Oczekiwani pasażerowie jednak nie przyjechali i w tej sytuacji egzekutorzy zajęli się tylko Skrzypkiem. Pozwolili mu przejść przez młodnik, a gdy znalazł się tuż przed swoim domem, usłyszał głośne „Hände hoch!”. Oślepiony latarką przez „Kropelkę”, zaskoczony, podniósł ręce do góry. Z początku był przekonany, że to gestapo.


Mjr Mieczysław Wójcik vel Franciszek Kukiełka „Mirski” (1911-1991) z Szarowa, pierwszy dowódca Obwodu (kompanii) 20 NOW w pow. bocheńskim, dowódca placówki AK w Brzeziu, dowódca III Batalionu 12 pp AK Ziemi Wadowickiej (Grupa Operacyjna AK Śląsk Cieszyński). Archiwum rodzinne p. Mieczysławy Malarz ze Szarowa

W trakcie wstępnego przeszukiwania konfidenta jeden z egzekutorów oddał niekontrolowany strzał z browninga, którym o mało co nie trafił w głowę „Mariancia” (pocisk musnął mu policzek). Nastąpiła chwila konsternacji, padły mocne słowa pod adresem strzelca. Wszyscy szybko odeszli z drogi głównej i przemieścili się boczną drogą w kierunku Podlasu Gruszczańskiego (przysiółka Brzezia), a potem na Winnicę – zalesione wzgórze na granicy Gruszek i Staniątek. 


Eugeniusz Szewczyk „Kropelka” (1915-1995) z Brzezia, członek przedwojennego „Strzelca”, członek PZP-AK (placówka w Brzeziu). Archiwum rodzinne p. Stanisława Szewczyka z Brzezia

W trakcie marszu „Mirski” idący na końcu (nie chciał, żeby Skrzypek go rozpoznał, a znali się od dziecka, gdyż obaj urodzili się i mieszkali w Szarowie) zapytał „Mariancia”, czy na pewno jest wyrok na Skrzypka. „Marianciu” odpowiedział mu, że tę wiedzę i rozkaz egzekucji uzyskał od „Edmunda” – por. Rachwalskiego (wtedy już szefa kontrwywiadu w Podokręgu Kraków-Zewnętrzny NOW).


1.    Marian Szostak „Marianciu” (1920-1983) z Gdowa, kierownik sekcji sabotażowo-dywersyjnej w Obwodzie 20 NOW w pow. bocheńskim, po wojnie zesłany na trzy lata do Związku Sowieckiego. Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie

Skrzypek został poddany ostremu i krótkiemu przesłuchaniu przez „Cygana”. Nie ujawnił nic szczególnego, usprawiedliwiał się jedynie, że „działał przeciwko Żydom i komunistom”. Zapytany, czy wie, w czyich jest rękach, odpowiedział butnie: „bandytów polskich!”. Na koniec rzucił pod adresem wykonawców wyroku: „parszywe psy, szubrawcy!”. Co ciekawe, po wojnie jedna z sióstr  Skrzypka w rozmowie z oficerem UB wyraziła się podobnie o egzekutorach.

Po północnej stronie Winnicy, w pobliżu wykopów przygotowanych pod instalowany przez Niemców gazociąg, rozegrał się ostatni akt dramatu. „Cygan” zwrócił się do „Mirskiego”: „Tak długo się z nim pier…eś, więc ty go powinieneś rozłupać”. „Mirski” ostro mu odpowiedział: „To ja tu dowodzę! Ale niech zdecyduje los”. Pierwszy wyciągnął zapałkę „Cygan” i wszystko stało się jasne. Jego „parabelka” znowu została użyta. „Marianciu” dobił leżącego z „efenki” (FN). „Cygan” zakończył egzekucję strzałem prawie z przyłożenia w serce.


1.    "Cygan", "Mrówka", "Franuś", "Górolik" (1897-1984) ze Staniątek, gwardzista PPS, potem członek AK (placówka w Brzeziu). Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie 



Pistolet Parabellum P08 Luger, kaliber 9 mm, jakiego m.in. używał „Cygan”. Ostatni ślad z historii jego „parabelki” pochodzi z 2004 r., kiedy to została skradziona wnukowi „Cygana”, Jackowi F., który następnie został zamordowany na zlecenie Jerzego Kordka (biegłego z zakresu kryminalistyki, policjanta KWP w Krakowie, skazanego na 25 lat więzienia). Zdjęcie ilustracyjne 

Przy zastrzelonym znaleziono m.in. 470 zł, wiele biletów kolejowych (najwięcej do Lwowa, gdzie tuż przed wojną zamieszkiwał Skowroński) i liczne fotografie różnych osób. Po egzekucji grupa udała się na jedną z melin „Cygana” w Gruszkach. Po opłaceniu kolacji i pochówku ciała (zlecono go gospodarzowi), postanowili częścią z pozostałych pieniędzy wesprzeć rodzinę Mieczysława Zawadzkiego „Kleryka” z Brzezia, zastrzelonego przez bahnschutzów w Staniątkach na początku stycznia. Zastrzelenie konfidenta długo utrzymywano w tajemnicy z obawy o represje ze strony okupanta.


1.   Mieczysław (Bolesław) Gaj „Kos” (1916-1944) z Gruszek (Podlasu Gruszczańskiego), członek AK (placówka w Brzeziu), zastrzelony przez SS Galizien Division 1.11.1944 r. w Krakuszowicach. Archiwum rodzinne p. Zofii Kukiełki z Gruszek 

Jak zapisał w swoich wspomnieniach „Marianciu”, Rachwalski – gdy dowiedział się, że „Mirski” dociekał, czy wyrok na Skrzypka został faktycznie wydany – dwa dni po egzekucji wezwał Wójcika i okazał mu dokument. Edmund prawdopodobnie wolał być ostrożny wobec Mirskiego, który został dowódcą kompanii w placówce 20 bocheńskiego obwodu NOW, będąc już w 1940 r. zaprzysiężonym w ZWZ przez por. Władysława Wojasa Dęba z Kłaja (Wojas był przed wojną przełożonym Wójcika na szkole podchorążych rezerwy, a w czasie wojny dowodził 12 pp AK Ziemi Wadowickiej). Niektórzy członkowie NOW podejrzewali Mirskiego o próbę dokonania rozłamu w organizacji. Ale czy odwodzenie ludzi z tej formacji (nie do końca zresztą skuteczne) od zamiaru wzięcia udziału w zaproponowanej, podejrzanej akcji – która okazała się być udaną prowokacją agentów gestapo w maju 1943 r. w Szarowie – można było uznawać jako usiłowanie rozłamu?    

Zdzisław Mięso. Agent-prowokator

Urodzony w 1926 r. Zdzisław Mięso pierwszy kontakt z gestapo miał w wieku szesnastu lat. Jako uczeń jednej z krakowskich szkół został zatrzymany przez Niemców, ale dzień później odzyskał wolność. Prawdopodobnie wtedy gestapo zwerbowało go do współpracy, gdyż wkrótce po tym z jego szkoły aresztowany został nauczyciel i kilku uczniów. Na akowskim, krakowskim wykazie agentów figuruje pod nr 451. Musiał mieć szczególne predyspozycje do tej roli, skoro szybko został agentem-rezydentem. Oznaczało to, że był uprawniony do kierowania pracą innych agentów i konfidentów. Wraz z Mieczysławem Skowrońskim stanowili duet bardzo groźny dla podziemia, skuteczny w rozpracowywaniu oraz aresztowaniu członków konspiracji antyhitlerowskiej. W swoich działaniach Mięso stosował przede wszystkim prowokacje.


Zdzisław Mięso na krakowskim wykazie agentów i konfidentów sporządzonym przez kontrwywiad AK wg stanu na 1.01.1945 r. Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie

Agent prowadząc zlecone, wstępne rozpoznanie sytuacji w Szarowie (posiadał tu krewnych) i w pobliskich miejscowościach, przez jakiś czas nawet pracował w składnicy amunicji („prochowni”) w Kłaju. To jeden z przykładów potwierdzających współpracę gestapo z Abwehrą, która z pewnością prowadziła działania kontrwywiadowcze w tym obiekcie. Mięso stwierdził, że w zakładzie istniała realna możliwość wynoszenia prochu, a zagrożony aktami sabotażu czy dywersji był również tartak w Kłaju. Faktycznie w maju 1943 r. miało miejsce kolejne podpalenie zakładu (do pierwszego doszło w 1941 r.).

Mięso wraz ze Skowrońskim założyli w Szarowie fikcyjną organizację AK o kryptonimie „Brzoza”, do udziału w której sprowokowali młodych szarowian. Realizacja dobrze przygotowanego i przeprowadzonego rozpracowania przyniosła efekty w postaci dziesiątek osób aresztowanych i umieszczonych w obozach koncentracyjnych. Wśród niektórych konspiratorów z autentycznie istniejącej na tym terenie organizacji podziemnej pojawiły się wątpliwości co do faktycznej roli Skowrońskiego (podawał się za „cichociemnego”). W tej sytuacji Mięso osobiście poręczył Gustawowi Kwapieniowi „Brzezince” z Dąbrowy (szefowi kompanii w obwodzie 20 NOW), z którym był spowinowacony, że Skowroński to pewny człowiek, mający za sobą wiele akcji przeciwko okupantowi (szarowska prowokacja gestapo została opisana na blogu w poście z 2 sierpnia 2021 r.)

Po odniesionym w Szarowie krwawym sukcesie Mięso kontynuował agenturalną działalność w Krakowie. Aranżował m.in. sytuacje, w których dochodziło do aresztowań, a potem „doradzał” aresztowanym, że w ich sytuacji jedynym ratunkiem jest pójście na współpracę z gestapo. W ten sposób pozyskiwał na swój użytek kolejne osoby. Przykładem było zaproponowanie w lipcu 1943 r. Jerzemu Słotwińskiemu asystowania przy sprzedaży pistoletu członkowi podziemia (potem mieli pójść razem na piwo). W trakcie przeprowadzania „transakcji” do mieszkania przy ul. Szewskiej 6 wpadło gestapo i aresztowało uczestników spotkania. Sukces podwójny, bo został ujęty konspirator, a zaraz po tym Mięso zyskał kolejnego współpracownika na zasadzie „wydobycia z aresztu” zatrzymanego Słotwińskiego.

Inna akcja agenta miała miejsce na Rynku Głównym. 24 lipca 1943 r. Mięso zapytał spotkanego na linii A-B żołnierza akowskiego „Żelbetu”, "Czarnowiejskiego" (znali się z wcześniejszych lat), czy nie wie o kimś, kto chciałby kupić „10 pistoletów automatycznych, a może i opium”. Na szczęście akowiec posiadał już wiedzę, czym może grozić kontakt z Mięsą i natychmiast przekazał swoim przełożonym informację o próbie prowokacji. W tym samym dniu szef wywiadu „Żelbetu” por. Stanisław Kostka Czapkiewicz „Sprężyna” sporządził na tę okoliczność meldunek i przesłał go do Komendy Obwodu AK Kraków-Miasto „Magda”. W dokumencie zawarł dyspozycję o treści: „Należy go sprzątnąć szybko”.

Meldunek Stanisława Czapkiewicza „Sprężyny” (1893-1961) z 24.07.1943 r., szefa wywiadu krakowskiego oddziału AK „Żelbet”, do dowódcy Obwodu AK Kraków-Miasto krypt. „Magda” o treści: „Zwrócić uwagę w plutonach, albowiem dzisiaj zaszedł wypadek, że Zdzisław [nieczytelne] Marian Mięso znany agent Gepo (gestapo – przyp. W.W.) zaczepił swego kolegę [nieczytelne] II drużyny 1 sekcji "Czarnowiejskiego" i proponował mu przejście się po A-B a tam po chwili powiedział mu, że ma do sprzedania 10 pistoletów aut., narkotyki jak opium itd. Czy niezna kogo ktoby kupił. Jest to zwykła pułapka – ostrzec wszystkich, gdyż tylko dzięki temu, że Czarnowiejski był uprzedzony przezemnie o Mięsie jako agencie Gepo – nie wpadł. Należy go sprzątnąć szybko. Dow. Obwód. [nieczytelne] Sprężyna” (pisownia oryginalna). Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie

1.    Wyrok i nieudana egzekucja

Wyrok Wojskowego Sądu Specjalnego na Zdzisława Mięsę zapadł niedługo po przeprowadzonej przez niego i Skowrońskiego prowokacji w Szarowie. Polecenie likwidacji agenta otrzymał szef dywersji „Żelbetu” AK por. Jan Kowalkowski „Halszka” (łącznie takich „zleceń” do stycznia 1945 r. jego grupa otrzymała 30, a zdążyła wykonać 13). W końcu, po wielu zasadzkach, we wrześniu 1943 r., po godzinie policyjnej, „Halszka” dopadł Mięsę na ulicy Parkowej, w pobliżu kościoła, gdy ten miał kilkadziesiąt metrów do domu. Jednak, jak się okazało, dwa strzały z pistoletu tylko ciężko raniły agenta. Zaalarmowani Niemcy szybko zawieźli go do szpitala Bonifratrów. Ojciec Zdzisława w eskorcie gestapowców odwiedził syna w szpitalu. Ranny dostał ochronę policyjną. Gdy zagrożenie życia minęło i Mięso odzyskał przytomność, ubrano go w habit zakonny w celu utrudnienia rozpoznania na wypadek kolejnej próby egzekucji.


      Fragment protokołu Jana Kowalkowskiego „Halszki” z 1950 r. zawierającego dane osób skazanych na karę śmierci przez Cywilny i Wojskowy Sąd Specjalny w Krakowie (w tym Zdzisława Mięsy), których egzekucję zlecono jego grupie. Zawyżył przez pomyłkę wiek Mięsy (miał wtedy niespełna 18 lat). Wyrok na agenta wydano tuż po szarowskiej prowokacji.  Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie

Po wyjściu ze szpitala mocodawcy z Pomorskiej (tam mieściła się siedziba gestapo) desygnowali Mięsę do pracy w płaszowskim obozie. Czasem występował w mundurze niemieckim, prawdopodobnie pełnił funkcję nadzorczą niższego szczebla. Chyba jednak nie czuł się tam bezpiecznie, gdyż został przeniesiony do niemieckiego obozu przejściowego w Pruszkowie, a następnie do KL Leitmeritz (Litomierzyce na terenie dzisiejszych Czech).

Pomimo szeroko zakrojonych działań po wojnie, w tym kombinacji operacyjnych UBP wobec członków rodziny Zdzisława Mięsy, nie udało się ustalić miejsca pobytu byłego agenta gestapo. Istniało domniemanie, że schronienia mogła mu udzielić rodzina w Pradze, ale działania rezydenta polskiego wywiadu w Czechosłowacji również nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. 

Cdn.

 

 Uwaga

Proszę nie wiązać negatywnych postaci przedstawionych w publikacji z osobami noszącymi takie same nazwiska, w szczególności zamieszkałymi na terenie gminy Niepołomice czy gmin ościennych. Byłoby to nieuzasadnione i nieuprawnione. Autor

 Bibliografia

Materiały niepublikowane:

IPN Kr 009/2504; 

IPN Kr 010/10415; 

IPN Kr 010/5504;  

IPN Kr 010/9056;

IPN Kr 07/4641; 

IPN Kr 075/1/11; 

IPN Kr 075/1/17; 

IPN Kr 075/1/18; 

IPN Kr 9278;

Marian Szostak "Marianciu", Wspomnienia partyzanta, Kraków 1959 (nagrodzona praca – 2. miejsce w konkursie zorganizowanym przez ZBoWiD);

Mieczysław Wójcik-Mirski, Do redakcji Dziennika Polskiego w Krakowie, Bielsko-Biała 1966 (polemika z Andrzejem Zagórskim – autorem artykułu Spółka konfidencka, zamieszczonym w „Dzienniku Polskim” nr 4/1966);

Mieczysław Wójcik-Mirski, Kraków i ziemia krakowska w walce z okupantem niemieckim w latach 1939-1945, Bielsko-Biała 1986 (wyróżniona praca w konkursie zorganizowanym przez ZBoWiD);

Mieczysław Wójcik-Mirski, relacja ustna, Staniątki 1979.


Materiały publikowane:

Józef Bratko, Gestapowcy, Kraków 1985 i 1990;

Lucyna Buczek, By czas nie zaćmił i niepamięć, Dąbrowa 2002;

Stanisław Dąbrowa-Kostka, Hitlerowskie Afisze Śmierci, Kraków 1983;

Ireneusz Sobas, Armia Narodowa „Pogrom”, Bocheńscy Żołnierze Wyklęci 2013;

Ireneusz Sobas, Marian Pajdak, Bocheńscy Żołnierze Wyklęci 2014;

Zbigniew Szybiński, Konspiratorzy i konfidenci, Gazeta Krakowska nr 171/1982;

Zbigniew Szybiński, W odwet za zamach na Franka, Gazeta Krakowska nr 150/1982;

Andrzej Zagórski, Spółka konfidencka, Dziennik Polski nr 4/1966;

Andrzej Zasieczny, Zdrajcy, donosiciele i konfidenci w okupowanej Polsce 1939-1945,  Warszawa 2016.

 


 



Wykorzystując zawarte w postach treści, zdjęcia – proszę o wskazywanie źródła i linku do niniejszej strony.



2021/09/04



Na usługach gestapo. Adela ze Staniątek

Około siedemdziesięcioro aresztowanych konspiratorów, z których tylko nieliczni uniknęli śmierci z rąk okupanta – to straszliwy bilans działań gestapo wobec podziemia na terenie Szarowa, Podłęża, Staniątek, Dąbrowy, Niepołomic, Kłaja, Targowiska, Brzezia, Gruszek, Łysokań i Zakrzowa. Największe straty poniosła placówka Obwodu 20 Narodowej Organizacji Wojskowej. Praktycznie została rozbita. Inną liczną grupę ofiar stanowiły osoby sprowokowane przez dwóch gestapowskich agentów do udziału w – jak się okazało – fikcyjnej organizacji AK w Szarowie. Niemcom nie udałoby się tego osiągnąć, gdyby nie wyjątkowo gorliwi i bezwzględni konfidenci oraz agenci. Jak potoczyły się ich losy po wojnie? Czy dosięgła ich sprawiedliwość?

Współpraca z gestapo

Jak pokazuje historia organizacji podziemnych działających w czasie II wojny światowej, ryzyko wpadki było bardzo duże. W szczególności jeśli konspiratorzy nie mieli żadnego doświadczenia ani przygotowania do tego rodzaju działalności lub wykazywali się niefrasobliwością i nie przestrzegali podstawowych zasad bezpieczeństwa. Kluczowe znaczenie miała jednak praca konfidentów i agentów gestapo. Dziś w wielu przypadkach trudno rozstrzygnąć, którzy z nich współpracę podjęli z własnej inicjatywy, a którzy w wyniku szantażu (np. pod groźbą wysłania do obozu koncentracyjnego, utraty życia, represji wobec członków rodziny). Nie ulega wątpliwości, że tych pierwszych było najmniej – potwierdzali to sami byli funkcjonariusze gestapo. Aresztowany po wojnie gestapowiec Maks Kwast zeznał, że byli to najbardziej aktywni i wartościowi agenci.

Wykaz agentów i konfidentów gestapo

Kontrwywiad Armii Krajowej sporządził Wykaz agentów i konfidentów z Krakowa (opracowanie KW. „Wiktora”) na dzień 1.01.1945 r., obejmujący 807 osób. Znalazły się tam nazwiska agentów z meldunków i sprawozdań kontrwywiadu z różnych odcinków i okresów. Na wykazie znajdowało się dużo osób, wobec których sądy podziemne wydały wyroki kary śmierci, a wśród nich byli też straceni w drodze egzekucji. Część osób z listy była jedynie podejrzewana o zdradziecką działalność i ich status wymagał dalszej weryfikacji. Oprócz osób narodowości polskiej współpracujących z okupantem na liście byli również Żydzi i Ukraińcy. Bez względu na motywacje, wyjątkowo perfidna działalność niektórych agentów do dziś budzi odrazę.


Adela Migas i Zdzisław Mięso na krakowskim wykazie agentów i konfidentów sporządzonym przez kontrwywiad AK według stanu na 1.01.1945 r. Źródło: Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie

Przystojna i bezwzględna

Jedną z takich postaci była Adela Migasówna. Urodzona 20 marca 1921 r. i zamieszkała przed wojną w Staniątkach przy dzisiejszej ulicy Jana Pawła II, została zapamiętana w okolicy jako przystojna, uwodzicielska dziewczyna o nienajlepszej reputacji (alkohol, mężczyźni – była dla nich bardzo „gościnna”…). To m.in. ona sprowadziła nieszczęście na swoją wieś i okoliczne miejscowości. Z inicjatywy brata, Tadeusza Migasa „Silnickiego” (1919-1943), wówczas zastępcy komendanta Podokręgu Kraków-Zewnętrzny NOW, Adela zatrudniła się w administracji na gestapo przy Pomorskiej i miała służyć jako „wtyczka” organizacji (za wiedzą i zgodą ówczesnego szefa wywiadu podokręgu Stanisława Wasia „Przybylskiego” ze Staniątek). Migasówna zadziałała jednak odwrotnie, bo szybko się „odwróciła” i zaczęła działać w interesie okupanta.

Początki współpracy z gestapo

To ona zainspirowała Niemców, by zainteresowali się konspiracją w jej rodzinnych okolicach. Zaczęła od zwykłego donoszenia o nastrojach antyhitlerowskich wśród mieszkańców, o osobach okradających pociągi kierowane na wschód, o zaczątkach organizacji podziemnych. Walory konfidentki szybko docenił w krakowskim gestapo kierownik podreferatu zwalczającego sabotaż i dywersję, Sturmscharführer Erich Vollbrecht. 

Sturmscharführer Erich Vollbrecht – kierownik podreferatu IV A 3 krakowskiego gestapo zwalczającego sabotaż i dywersję. Przy zdjęciu podane jest fałszywe nazwisko. Źródło: Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie 

Za pośrednictwem gestapowskiego agenta Kretschmera, kolejarza pracującego w Płaszowie, Vollbrecht uzyskał od niej informację o rzekomym zamiarze rozkręcenia przez miejscowe podziemie torów kolejowych w Puszczy Niepołomickiej na odcinku Grodkowice (Szarów)-Kłaj. Jednocześnie Migasówna ostrzegła konspiratorów, że Niemcy planują jakąś akcję na tym terenie. Fakt, że w określonym terminie i miejscu nasiliły się patrole niemieckie, a nawet trochę postrzelały na ślepo, uwiarygodnił ją w oczach organizacji.

Fragment przetłumaczonego zeznania Heinemayera, dotyczący rzekomego zamiaru rozkręcenia przez lokalne podziemie torów kolejowych na odcinku Grodkowice (Szarów)-Kłaj. Źródło: Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie

Kolejne doniesienia Adeli nie były już informacjami z „sufitu”, lecz konkretnymi namiarami na ludzi działających w podziemiu oraz wskazówkami co do miejsc przechowywania broni i amunicji. Prawdopodobnie to Adela pomogła Ryszardowi Karolewskiemu – agentowi gestapowskiego referatu „N” (zajmował się m.in. typowaniem kandydatów na agentów i werbowaniem ich do współpracy) – wytypować do działań w Szarowie agenta Zdzisława Mięsę. Ten wprowadził na teren Szarowa innego gestapowskiego agenta-rezydenta – Mieczysława Skowrońskiego. Obaj w drodze prowokacji spowodowali w maju 1943 r. aresztowanie kilkudziesięciu osób zaangażowanych w konspirację, a także członków ich rodzin. Migasówna również miała w tym swój udział.

Prowokatorka

Adela zaaranżowała sytuację, w której 20 listopada 1943 r. został aresztowany Stanisław Waś „Przybylski”, jej bliski znajomy, wtedy szef propagandy Podokręgu Kraków-Zewnętrzny NOW, a tylko zbieg okoliczności spowodował, że wraz z nim nie wpadł szef kontrwywiadu Podokręgu Gustaw Rachwalski vel Rafalski „Wodzicki” (po listopadowych aresztowaniach – „Edmund”), wcześniej szef dywersji i sabotażu. Obu mężczyzn zaprosiła na spotkanie towarzyskie do domku przy torach kolejowych w Szarowie (po wybuchu wojny Migasowie przenieśli się tam, gdyż ojcu, kolejarzowi, przyznano ten lokal jako mieszkanie służbowe). „Wodzicki” nie przybył, gdyż zatrzymały go sprawy w Kłaju i to go uratowało. Spotkanie okazało się pułapką zrealizowaną na zlecenie gestapo przez niemiecką żandarmerię. Niemcy po zatrzymaniu „Przybylskiego” długo czekali na „Wodzickiego”, gdyż musieli wiedzieć od Adeli, że zawsze przybywał na umówione spotkanie.

Stanisław Waś „Przybylski” (1919-1943) ze Staniątek. Szef wywiadu w Podokręgu Kraków-Zewnętrzny NOW, później kier. Wydz. Propagandy, red. biuletynu NOW. Aresztowany przez żandarmerię niemiecką z 20 na 21 .11.1943 r. w Szarowie. Źródło: „Afisze śmierci”, Stanisław Dąbrowa-Kostka 

Adeli należy również przypisać udział w aresztowaniach lub próbach aresztowań tzw. „skoczków” z Podłęża, Staniątek, Dąbrowy, Szarowa i Kłaja. Były to osoby okradające pociągi Ostbahn zaopatrujące Niemców na froncie wschodnim (niektórzy z nich m.in. w ten sposób doposażali podziemne organizacje). Informacje o skoczkach Migasówna uzyskiwała m.in. od gadatliwych mężczyzn, poczęstowanych alkoholem – np. od Mieczysława J. z Kłaja. Dwóch mężczyzn ze Staniątek zostało postrzelonych przy próbie ujęcia ich przez bahnschutzów. Józef Włodek został zraniony w nogę, a drugi staniątczanin w miejsce intymne.

Perfidia i wyrachowanie

Gdy rodzina Wasia dowiedziała się o aresztowaniu krewnego, podjęła starania o uwolnienie go. W tym celu młodszy brat „Przybylskiego”, Stefan, udał się do Adeli po pomoc – zrobił to, pomimo że we wsi było już głośno, iż Ada „jeździ” z Niemcami. No ale w końcu oboje byli koleżeństwem ze szkoły w Staniątkach, chodzili do jednej klasy! Dziewczyna obiecała pomóc i miało to kosztować określoną kwotę pieniędzy. Rodzina sprzedała krowę, by ratować Stanisława. Stefan umówił się z Adelą w parku, w pobliżu siedziby gestapo (dzisiejszym Parku Krakowskim im. Marka Grechuty). Zabrał ze sobą na spotkanie gotówkę oraz bieliznę i jedzenie dla brata. Kobieta stawiła się na spotkanie w czarnej woalce (nosiła żałobę po niedawno zmarłym ojcu). Powiedziała, że bielizna i jedzenie są niepotrzebne, gdyż „Przybylski” wyjdzie z aresztu jeszcze tego samego dnia. W trakcie rozmowy oświadczyła, że musi jeszcze wejść do siedziby gestapo i porozmawiać z kimś. Wróciła po kwadransie z informacją, że wszystko będzie załatwione, i zaproponowała pójście do pobliskiej restauracji. W lokalu otrzymała połowę żądanej sumy jako zaliczkę. W trakcie spożywania alkoholu stawianego przez Wasia do środka weszło dwóch Niemców – jeden w mundurze, drugi po cywilnemu. Skierowali się do stolika, przy którym Adela siedziała z Wasiem, i aresztowali oboje. Oczywiście wobec Migasówny była to tylko pozoracja, o czym Stefan zorientował się w trakcie ciężkiego przesłuchania przy Pomorskiej. Gestapowcy zarzucali mu, że współpracuje z bratem, i że wiedzą to od „Ady”. Dociekali również, gdzie jest broń „Przybylskiego”. Widocznie przy aresztowanym Stanisławie i w jego domu nie znaleźli należącej do niego „parabelki”. Gdy Stefan już po przesłuchaniu przebywał w celi przy Pomorskiej, Adela głośno „pertraktowała” z wartownikiem o umożliwienie jej rozmowy z aresztowanym – specjalnie na tyle głośno, by Stefan ją słyszał. Chciała w ten sposób sprawić wrażenie, że chce mu pomóc. W wyniku perfidnej gry Migasówny Stefan Waś znalazł się w obozie koncentracyjnym w Gross-Rosen.

Znajomym Adeli był niepołomiczanin Czesław Cebula, dyrygent orkiestry Ochotniczej Straży Pożarnej w Niepołomicach, organista w staniąteckim kościele, w którym – na chórze – organizował konspiracyjne spotkania. Z pewnością nie był świadomy faktycznej roli Migasówny, gdy wysłał do niej swojego syna Stanisława z przesyłką. Dzisiaj nie da się już ustalić, co zawierała. Można domniemywać, że były w niej jakieś dane o podziemnej organizacji, gdyż w listopadzie 1943 r. Niemcy m.in. w Staniątkach uderzyli w konkretne adresy, aresztując mężczyzn zaangażowanych w konspirację, w tym – w trakcie rannej Mszy Św. – nadawcę przesyłki.


Czesław Cebula (1895-1944) ur. w Niepołomicach, zamieszały w Staniątkach, organista w staniąteckim kościele, dyrygent orkiestry Ochotniczej Straży Pożarnej w Niepołomicach, aresztowany przez gestapo 23.11.1943 r. w czasie porannej Mszy Św. i rozstrzelany w masowej egzekucji 2.02.1944 r. w Staniątkach wraz z 49 innymi członkami ruchu oporu. Źródło: Archiwum OSP w Niepołomicach/Biblioteka im. T. Biernata w Niepołomicach

Z funkcyjnymi gestapowcami Adela chodziła do  jednego z najbardziej elitarnych i eleganckich lokali w Krakowie okresu okupacji niemieckiej – Haus Krakau – restauracji i kawiarni z muzyką „nur für Deutsche" (tylko dla Niemców), mieszczącej się w rogu Rynku Głównego, u zbiegu ulic Św. Anny i Wiślnej. Lokal ten w Przewodniku podróżnego wydanym w Lipsku polecany był Niemcom odwiedzającym Kraków i szczególnie upodobał go sobie gubernator dystryktu krakowskiego Otton Wächter. Pracował tam jako pomocnik kelnera 19-letni Karol Migas. Ojciec Karola był kuzynem ojca Adeli. Od czasu pierwszej wojny światowej mężczyźni byli ze sobą skłóceni. Gdy ojciec Karola dowiedział się, że Migasówna bywa w restauracji, przestrzegł syna, aby koledzy nie zwracali się do niego po nazwisku, bo Adela go skojarzy i będzie miał problemy. Karol jednak i tak został aresztowany we wrześniu 1944 r. Trafił do KL Gross-Rosen oraz KL Mittelbau-Dora.

W Cichawie Migasówna osobiście wystawiła gestapowcom Tadeusza Jankowicza i Romana Włodka w celu ich zatrzymania. Jeden z mężczyzn był szkolnym kolegą jej brata Tadeusza.

Siostry po przeciwnych stronach barykady

Młodsza od Adeli o dwa lata siostra Janina nie mogła liczyć na ochronę z jej strony i – będąc zagrożoną wywózką na roboty do Niemiec – ukrywała się przez jakiś czas u rodziny w Krzyszkowicach pod Wieliczką. Po wojnie potwierdziła, że Adela była w kontakcie z Niemcami, lecz nie znała szczegółów jej współpracy z nimi. Janina, choć nie była formalnie związana z placówką AK w Brzeziu, to po powrocie do Szarowa współpracowała i sympatyzowała z organizacją. Zapoznawała się z prasą konspiracyjną, okazjonalnie spełniała rolę łączniczki, a także przekazała jednemu z członków placówki znaleziony przy torach kolejowych magazynek z amunicją. Pomogła w ucieczce ośmiu jeńcom sowieckim pracującym w Szarowie. Maria Smoleń (po mężu Korol) ze Staniątek przeszkoliła ją w zakresie udzielania pierwszej pomocy. Nikt ze znanych Janinie konspiratorów z placówki w Brzeziu nie był aresztowany przez Niemców.  

Janina Walaszek, z d. Migas (1923-2000), szanowana nauczycielka w Zespole Szkół Chemicznych w Krakowie. Źródło: Drzewa genealogiczne MyHeritage

Niczego i nikogo się nie bała

Migasówna była na tyle pewna siebie, że tuż przed listopadowymi aresztowaniami, będąc podpita, w rozmowie z kolejarzami na nastawni kolejowej w Grodkowicach nie kryła się z tym, że nosi przy sobie broń (pistolet FN Browning Baby kaliber 6,35). Otwarcie twierdziła, że nie ma się czego obawiać. Posiadała również wezwanie do stawienia się na gestapo w nieokreślonym terminie, wystawione przez jednego z szefów tajnej policji. Dokument miał ją chronić przed przypadkowym aresztowaniem, a także być usprawiedliwieniem jej wizyt na gestapo przy Pomorskiej przed niewtajemniczonymi osobami z podziemia. To pewnie ten dokument z nonszalancją okazała bahnschutzowi, który chciał ją wylegitymować na przystanku kolejowym w Grodkowicach (Szarowie).

Na dworcu w Płaszowie, również podpita, miała wręcz chwalić się swoim zaangażowaniem w aresztowania mieszkańców Podłęża 23 listopada 1943 r.


Odnowiony, przedwojenny egzemplarz pistoletu FN Browning Baby kaliber 6,35 mm, mieszczący się w dłoni. Taką broń gestapo przydzieliło Adeli Migas. Zdjęcie ilustracyjne 

Wyroki i próby egzekucji

Gdy zdradziecka działalność Migasówny nie pozostawiała już wątpliwości, kontrwywiad AK umieścił jej nazwisko w wykazie agentów i konfidentów gestapo. Choć w sprawie Adeli zapadły wyroki śmierci, żadna z prób ich wykonania nie powiodła się.

Migasówna korzystała na terenie Krakowa z różnych lokali (melin), m.in. przy ul. Senackiej 11/7b i Berka Joselewicza 7/15 oraz pomieszkiwała z rodziną w Szarowie pod nr 21, tj. w budynku kolejowym przydzielonym służbowo ojcu.

Często przebywała w dworcowej „Mitropie”, a także w restauracji przy ulicy Lubicz 15 (przy browarze krakowskim). To tam próbowali dopaść ją egzekutorzy z podziemia. Niestety, udało jej się uciec, a życie stracił przypadkowo postrzelony kelner. Innym razem wyrok na Adeli miał być wykonany na ulicy, ale kobietę zgarnął przejeżdżający samochodem niemiecki oficer. Ponieważ grupy egzekucyjne deptały jej po piętach, chlebodawcy skierowali ją do bardziej bezpiecznej pracy w obozie w Płaszowie.

W 1944 r. Adela jako kelnerka w kasynie oficerskim w Bochni, pod zmienionym nazwiskiem (Chudecka), miała krótko pracować na rzecz Abwehry (ustalenia AK). W opinii osób, które ją znały, z pewnością nie zasługiwała na miano polskiej Maty Hari. Była raczej prostą kobietą, z tupetem, bez zahamowań i wyzutą z wszelkich uczuć.


Restauracja krakowskiego browaru przy ulicy Lubicz. Źródło: NAC

Ucieczka i nowe życie

Pod koniec wojny, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Krakowa, Migasówna razem ze swoimi kolegami z gestapo uciekła na zachód, do Niemiec. Zarejestrowała się jako przymusowo przesiedlona do III Rzeszy (!) i przebywała w amerykańskim obozie dla osób przesiedlonych w Ludwigsburgu, koło Stuttgartu. W ankiecie jako zajęcie wykonywane w Polsce Adela wpisała: „gospodyni domowa”. 


Fragment listy osób umieszczonych w Regierungs-Durchgangslager Dachau (obóz przejściowy dla wysiedleńców). Na samym dole nazwisko Adeli Machnikowskiej (Migas). Źródło: Arolsen Archives

W obozie poznała Stanisława Machnikowskiego, kierowcę-mechanika z Siedlisk, który w 1943 r. został wywieziony do Niemiec na roboty przymusowe. Machnikowski pracował w I.G. Farbenindustrie Ludwigshafen. W jednym z zakładów firmy produkowano m.in. bojowe środki chemiczne, w tym Cyklon B.

Nazwisko Adeli Migas na liście polskich obywateli przymusowo przesiedlonych w czasie II wojny światowej do Niemiec, zarejestrowanych i umieszczonych po wojnie w amerykańskim obozie w Ludwigsburgu. Źródło: tygodnik „Repatriant” nr 5/1945, s. 8., Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Migasówna wyszła za Machnikowskiego w 1946 r. Mężczyzna przypuszczalnie nie był świadomy jej przeszłości. Od 30 października 1947 r. oboje przebywali w Rządowym Obozie Tranzytowym (Regierungs Durchgangslager) w Dachau. 6 września 1949 r. znaleźli się na wykazie The International Refugee Organization (Międzynarodowej Organizacji Uchodźców) jako osoby zakwalifikowane do przesiedlenia z Centrum Przesiedleńczego amerykańskiej strefy okupacyjnej w Augsburgu do Australii. Podróż do celu odbyli przez Neapol. Po przybyciu na kontynent, pobycie w obozie dla przesiedleńców w Williamstown, zamieszkali w Brunswick-Melbourne przy 24 Union Street. Adela podjęła pracę w fabryce konserw.


Lista osób udających się z Niemiec do Australii przez Neapol. Na samym dole nazwisko Adeli Machnikowskiej (Migasówny). Na końcu wiersza litery „FL” (forced laborer – pracownik przymusowy). Źródło: Arolsen Archives

Siostra otrzymała od niej pierwszą korespondencję w 1952 roku. List został przesłany na nowy adres Janiny w Brzeziu – zamieszkała tam po wyjściu za mąż. Adela otrzymała informacje o adresie od ciotki z Krzyszkowic. Wcześniej, w 1945 r., Zofia Migas (matka Adeli) z Janiną zmuszone zostały do opuszczenia domku kolejowego w Szarowie (Wojciech Migas, mąż Zofii, zmarł jeszcze w listopadzie 1943 r.). W trakcie sprzeczki z funkcjonariuszem straży ochrony kolei Migasowa po wykonaniu obraźliwego gestu w jego kierunku została postrzelona i w wyniku odniesionej rany zmarła po kilku dniach w szpitalu. Według innej wersji doszło do szamotaniny, bo kobieta nie chciała oddać kluczy od domku i wtedy padł przypadkowy strzał.

Kolejne listy do Janiny pisał mąż Adeli (przesyłał je na adres w Krakowie). W korespondencji skarżył się na Adelę, że ta pije i ma adoratorów. Potwierdzeniem, że od początku pobytu w Australii przebywała w szemranym towarzystwie, jest artykuł w zamieszczony w "Williamstown Chronicle" (dziennik wydawany w australijskim stanie Victoria). Autor opisał, jak trzech ukraińskich znajomych Adeli dokonało rozboju na innych dwóch Ukraińcach (wszyscy przebywali wtedy w obozie dla przesiedleńców). Machnikowska swoim oświadczeniem broniła jednego z napastników. 




Artykuł z relacją Adeli Machnikowskiej (Migas) dotyczący rozboju w obozie dla przesiedleńców w Australii, umieszczony w  "Williamstown Chronicle". Źródło: MyHeritage

Później informował jednak, że żona ustatkowała się. Małżeństwo nosiło się z zamiarem wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, gdzie Machnikowski podobno miał mieć rodzinę.

Mocodawcy i koledzy sypią

Działalność Adeli potwierdził m.in. wydany Polsce po zakończeniu wojny były kierownik podreferatu krakowskiego gestapo zwalczającego lewicowe podziemie, SS Obersturmführer Kurt Heinemeyer. Wiedzę na jej temat posiadał chociażby od swojego kolegi Sturmscharführera Ericha Vollbrechta, który zwalczał sabotaż oraz dywersję na szlakach kolejowych i w zakładach produkujących dla Niemców. Według Heinemeyera kobieta miała podawać gestapowcom lokalizację składów broni „grup terrorystycznych”, składy osobowe organizacji oraz miejsca pobytu ich członków, a także aranżować sytuacje, w których dochodziło do aresztowań.


SS Obersturmführer Kurt Heinemeyer, kierownik podreferatu IV A 1 krakowskiego gestapo zwalczającego lewicowe podziemie. Źródło: Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie

Odsiadujący karę dziesięciu lat pozbawienia wolności za współpracę z Niemcami Ryszard Żabiński – kolega Migasówny po fachu – również potwierdził, że była konfidentką gestapo.


Notatka służbowa oficera krakowskiego UB z przesłuchania byłego współpracownika gestapo Ryszarda Żabińskiego. Źródło: Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie

Poszukiwania

W styczniu 1945 r. Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie wszczął sprawę ewidencyjno-obserwacyjną za Adelą. Już w lutym 1946 r. odłożył ją jednak na półkę, bo nie był w stanie ustalić miejsca pobytu kobiety. Z tego samego powodu w lutym 1947 r. Prokurator Sądu Okręgowego w Krakowie zatwierdził postanowienie Prokuratora Rejonowego o zawieszeniu dochodzenia w sprawie Migasówny. Postępowanie zostało podjęte w 1952 r. przez Wydział II (kontrwywiad) Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, a najwięcej czynności do sprawy wykonał Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Bochni. Zebrane materiały potwierdziły działalność agenturalną Adeli. Sprawa praktycznie została zakończona w listopadzie 1956 r. raportem o zarejestrowaniu Migasówny (Machnikowskiej) w ewidencji ogólno-informacyjnej jako osoby współdziałającej z gestapo.


Raport por. Stefana Ślusarczyka z Wydziału II WUBP w Krakowie (od 28.11.1956 - SB) o zarejestrowaniu Adeli Migas w ewidencji ogólno-informacyjnej (adnotacja dotycząca brata Adeli - Tadeusza - jest prawdziwa tylko w kwestii rozstrzelania go przez podziemie - przyp. W.W.). Źródło: Archiwum Oddziałowe IPN w Krakowie 

W 1960 r. w Wydziale C krakowskiej Służby Bezpieczeństwa sporządzono wniosek o zastrzeżenie wydania zezwolenia Adeli na przyjazd do PRL (chodziło o to, aby SB została poinformowana, gdyby Adela chciała przyjechać do Polski). Wniosek nie został jednak wysłany do centrali w Warszawie. Brakuje na nim podpisu naczelnika Wydziału II (kontrwywiadu) KWMO w Krakowie.

Dlaczego zaniechano potwierdzenia pobytu Migasówny w Australii i próby sprowadzenia jej do Polski? W latach 50. i 60. ubiegłego wieku przeszkodą był zapewne brak stosunków dyplomatycznych z Australią, które nawiązano w 1972 r. Umowę o ekstradycji podpisano dopiero w 1998 r.

Nierozliczona

W marcu 1976 r. do Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i Zarządu Głównego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację wpłynął anonim, którego autor podawał się za „gorącego patriotę”. W liście poruszył problem nierozliczenia działalności konfidentów i agentów na rzecz okupanta. Podał przypuszczalny kierunek ucieczki Adeli Migas z kraju, nazwiska osób mogących pomóc w ustaleniu miejsca jej pobytu i mających wiedzę o jej działalności w czasie wojny. Autor zapewne nie wiedział, że te dane WUBP w Krakowie uzyskał już w latach 50., łącznie z australijskim adresem Migasówny (Machnikowskiej) w Melbourne.

Anonim został przesłany do Prokuratury Wojewódzkiej w Krakowie, która przekazała go do Wydziału Śledczego Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Krakowie z dyspozycją dokonania ustaleń w sprawie. Prokuratura zastrzegła, że sama będzie prowadziła postępowanie tylko w przypadku potwierdzenia bezpośredniego udziału (sprawstwa) Adeli w morderstwach lub znęcaniu się nad ludnością cywilną i jeńcami. W razie podejrzenia, że kobieta mogła popełnić przestępstwa w innej formie (np. pomocnictwa lub podżegania do takich zbrodni), prokurator zlecił KMMO załatwienie sprawy we własnym zakresie.

W maju 1976 r. krakowska SB potwierdziła przestępczą działalność agentki na podstawie dokumentów zgromadzonych w latach 50., ale w konkluzji sprawozdania z wykonanych czynności stwierdziła, że „materiały nie dają podstaw do zakwalifikowania jej działalności jako dopuszczenia się bezpośredniego udziału w morderstwach” i odstąpiono od dalszych działań. Adela Migas (Machnikowska) nigdy nie została zatrzymana ani osądzona. Niektórych gestapowskich konfidentów czy agentów wymiar sprawiedliwości jednak dosięgnął. Będzie o nich w innej publikacji.


Uwaga                                                                                                                                                          Proszę nie wiązać negatywnych postaci przedstawionych w publikacji z osobami noszącymi takie same nazwiska, w szczególności zamieszkującymi m.in. na terenie niepołomickiej gminy czy gmin ościennych. Autor

Bibliografia

Materiały niepublikowane:

  • Group resettlement to Australia via Naples/Italy, The International Refugee Organization, 6 września 1949 r.;
  • IPN Kr 009/4487;
  • IPN Kr 010/10415; 
  • IPN Kr 010/5504; 
  • IPN Kr 075/1/4;
  • IPN Kr 075/1/11; 
  • IPN Kr 075/1/17; 
  • IPN Kr 075/1/18; 
  • IPN Kr 075/1/22;
  • IPN Kr 075/1/29;
  • IPN Kr 075/1/31;
  • IPN Kr 9278; 
  • Lista osób umieszczonych obozie przejściowym dla wysiedleńców, Regierungs-Durchgangslager Dachau, 30 października 1947;
  • Mieczysław Wójcik-Mirski, Kraków i ziemia krakowska w walce z okupantem niemieckim w latach 1939-1945, Bielsko-Biała 1986 (praca wyróżniona w konkursie zorganizowanym przez ZBoWiD);
  • Mieczysław Wójcik-Mirski, relacja ustna, Staniątki 1979;
  • Marian Szostak „Marianciu", Wspomnienia partyzanta, Kraków 1959 (nagrodzona praca – 2. miejsce – w konkursie zorganizowanym przez ZBoWiD).

Materiały publikowane:

  • Józef Bratko, Gestapowcy, Kraków 1985 i 1990;
  • Stanisław Dąbrowa-Kostka, Hitlerowskie Afisze Śmierci, Kraków 1983;
  • Migrants mix-up. Three for Trial, „Williamstown Chronicle”, 19 maja 1950 r.;
  • Spisy obozów polskich za granicą, „Repatriant” nr 5/1945, s. 8;
  • Zbigniew Szybiński, Konspiratorzy i konfidenci, „Gazeta Krakowska” nr 171/1982;
  • Zbigniew Szybiński, W odwet za zamach na Franka, „Gazeta Krakowska” nr 150/1982;
  • Andrzej Zagórski, Spółka konfidencka, „Dziennik Polski” nr 4/1966.










Wykorzystując zawarte w postach treści, zdjęcia – proszę o wskazywanie źródła i linku do niniejszej strony.